poniedziałek, 13 października 2014

Chustożycie, czyli o tym jak mama i Skrzat zostali chuściochami

Będąc w ciąży czytałam przeróżne artykuły w internecie próbując przygotować się do tego co miało nastąpić. (Co innego, że patrząc z dzisiejszej perspektywy, dochodzę do wniosku, że na TO się nie da przygotować. Moim zdaniem macierzyństwo po prostu każda kobieta ma we krwi, choć nie każda dopuszcza je do głosu.) Przeglądając kolejne portale o rodzicielstwie, zapisywałam je sobie w "zakładkach", żeby mieć do czego wracać jak Dzieć będzie na świecie, a ja będę miała tysiace wątpliwości, pytań i rozpaczliwie szukała rad. Po urodzeniu Skrzata stopniowo usuwałam je z pamięci komputera, bo okazało się, że zamiast czytać "mądrości" internetowe wystarczy zaufać sobie i Jemu. Nie no, żeby nie było, zaglądam na parentingowe strony. Czasem i tylko na niektóre.
Któregoś dnia w zasobach wszechwiedzącego internetu znalazłam coś o noszeniu dzieci w chuście. I tak się zaczęło. Napisali, że super sprawa, szczególnie jak dziecko szlocha przeokrutnie w czasie ząbkowania domagając się wiecznego noszenia na rękach i nie pozwalając rodzicielce na zrobienie niczego innego.
Ale jak to??!! Za kawałek szmaty mam dać dwie stówy??!! No chyba jakiś żart!!! Nie no, po co, jak są chusty po niecałe 70zł.... I tym sposobem zakupiłam chustę Azimi, która miała niby służyć do noszenia i z przodu, i na plecach, i na biodrze. 
Całe szczęście, że na początek mieliśmy pożyczoną chustę elastyczną Lenny Lamb. Gdyby nie ona, gdybym zaczęła tego maleńkiego Dziecia motać w moją "fantastyczną" chustę to nasza przygoda z chustowaniem zakończyłaby się szybciej niż zaczęła. A tak w 8-mym dniu życia Skrzat wyszedł na pierwszy spacer zamotany (teraz wiem, że nie najlepiej). 



Z dnia na dzień doceniałam chustę coraz bardziej. Idziemy w góry? Proszę bardzo. Spacer z psem po łąkach? Nie ma problemu.
Nadszedł dzień kiedy postanowiłam zamotać w końcu kupioną przeze mnie chustę. Zupełnie nowe doznanie, ale było nam dobrze (teraz wiem że nie za bardzo, choć patrząc na zdjęcia, Skrzatowi z pewnością było wygodnie).
 
Im dłużej nosiłam, tym więcej na ten temat czytałam i w końcu dojrzałam do wydania większych pieniędzy i zakupu prawdziwej tkanej skośno-krzyżowej chusty. Skłamałabym mówiąc że po pierwszym zamotaniu w tkaną chustę nie wróciłam już do Azimi, która okazała się kawałkiem zwykłej bawełny pościelowej. Było jeszcze kilka spacerów głównie dlatego że jeździła z nami w samochodzie i akurat była pod ręką. Jest jednak przepaść między jedną a drugą.
Po raz kolejny muszę napisać "I TAK SIĘ ZACZĘŁO". Okazało się, że chustowanie to nie tylko sposób na przemieszczanie się z dzieckiem. To w pewnym sensie rodzaj rodzicielstwa. To pewien styl życia. To jest po prostu nałóg. Raz, że chce się tą małą Istotę nosić ciągle, w kółko, na okrągło. Chce się być blisko, patrzeć w oczy, głaskać po zaokrąglonych plecach i wciąż całować w czółko, które przy prawidłowym zamotaniu jest na wysokości ust rodzica i to z całą pewnością nie jest przypadek :-) Po drugie to nałóg kupowania coraz to nowych chust, bo na słoneczne dni ta w odcieniach żółtego, a na deszczowe ta niebiesko-szara, na lato lepsza z dodatkiem lnu, na zimę z wełną bo cieplejsza, a w sumie to jeszcze przydałaby się zielona bo będzie pasowała do jeansów, a ta z czerwonym ładnie się skomponuje z jesienną kurtką, no i jeszcze potrzebna krótsza (dla niewtajemniczonych-chusty są różnej długości), a w sumie to kółkową się szybko mota, więc idealna na krótkie wyjścia... I tak w nieskończoność. Na opakowaniach chust powinno być ostrzeżenie jakiegoś ministra czy innego ludzia, że chustowanie grozi pustym portfelem :p
Sama mam już 4 chusty (oczywiście nie licząc pościelówy, która wkrótce zostanie przerobiona na jaśkowe poszewki) i od czasu do czasu (czyt. minimum raz dziennie) przeglądam oferty sprzedażowe.
Little Frog Jaspis 100% bawełna dług.4,6m




Natibaby  z dodatkiem kaszmiru dług. 4,2m



Lenny Lamb Leśna Niezapominajka 100% bawełna dług.3,6m



W domu Skrzat nie domaga się chustowania (czasem żałuję że tak bezboleśnie przechodzi ząbkowanie :p), nie jest marudny, potrafi bawić się sam przez dłuższą chwilę pozwalając mi spokojnie zjeść śniadanie/obiad czy pójść do WC. Natomiast na zdecydowaną większość wyjść z domu jesteśmy zamotani, a chusta służy też w roli koca, przewijaka czy maskotki do spania. Jednym słowem szmata wielofunkcyjna :-)



2 komentarze:

Unknown pisze...

My też się Asiu chustujemy :D Ja swoją tkaną lenny lamb kupiłam dla córki i nigdy jej nie założyłam. A z synkiem lubimy :)

asikowy pisze...

I super:) Chustowanie to coś niesamowitego jak dla mnie :)