piątek, 26 lutego 2010

Rozdarte myśli

Śnieg uparcie przypomina o zimie, a słońce radośnie zwiastuje wiosnę. Wystawiam twarz do słońca, cieszę się ciepłem, wypełniam światłem, ogrzewam zziębięte ciało. Dusza i serce jednak rozdarte. TAM i TY. Rozum walczy z sercem albo serce z rozumem, szala zwycięstwa przechyla się raz na jedną, raz na druga stronę. Myśli niepoukładane, jakby zagubione w codzienności. Burza uczuć. Brak czasu niczego nie ułatwia, a wręcz wszystko komplikuje. Niezdecydowanie.
Wariacka decyzja przynosi więcej radości i spokoju niż bym się spodziewała. Szybko spakowany plecak. Droga po ludzku długa mija jak krótka chwila. Przedsionek raju. Uśmiech mojego Dobrego Duszka i najsłodszy z możliwych buziaków - jest niebiańsko. Spokój duszy, nieograniczona radość serca. Dziś mogłoby trwać wiecznie,a jednak na myśl o jutrzejszym dniu zaczynam się niecierpliwić. Wypowiedziane kiedyś Lipowe słowa wciąż dźwięczą mi w głowie. Wracam tak często jak tylko mogę. DOM. RAJ. Już jutro...

niedziela, 17 stycznia 2010

Zaczarowany rok 2oo9

Fotografia jest jak magia. Możesz zatrzymać czas. Sprawić, że nic już się nie zmieni, nikt się nie ruszy, nie ucieknie.
Rok 2oo9 choć przeszedł do historii, trwa w nieskończoność. Sytuacje w mojej głowie wciąż żywe. Jakby to wszystko było przed chwilą. Dzięki zdjęciom zamykam wspomnienia w kolorowej szkatułce, nie zgubią się w codzienności, nie schowają między "rzeczy-do-zrobienia".
A jest ich tak wiele... Pierwszy dzień wiosny witany w szczelnie otulonych białą kołderką Karkonoszach.
Indianin wracający do domu po zbyt słonecznym szalonym kwietniowym wypadzie (znów) w ukochane Karkonosze.
Śmiech, śmiech, śmiech i śmiech :) czyli lipcowe spotkanie ze smokiem, Pauliną i Anią.

Słońce i nagła ulewa. Boso, ale z uśmiechem. Wariatka z radością w sercu. Skoro można być albo normalnym albo szczęśliwym - wybieram szczęście!!!
Monotonia, powtarzalność, a jednak za każdym razem inaczej. Radosny Wrocław pełen chichotu. Zaskakujące Karkonosze, które nie pozwalają się nudzić i znudzić.
Dziecięce serce-oby jak najdłużej, oby na zawsze. Duma zdobycia. Ubłocona radość. Lek na wszystko-śmiech :)
Za oknem jesień, w sercu wiosna. Łódź. Zaskakująca sesja zielonego płaszczyka. Dzień do powtórki, choć nie do poprawki;)

i koniec studiów, szalona obrona, najpiękniejszy weekend i wiele wiele innych....
a na koniec sylwester, burzący górską monotonię, bo w Bieszczadach;)
a o tym co po północy opowiem wam innym razem...

czwartek, 14 stycznia 2010

Miś

Nie mam weny, żeby cokolwiek napisać poza tym, że nie mam siły na nic. Albo naprawdę wszystko jest nie tak albo ja jestem tak zmęczona, że wszystko widzę w czarnych barwach....
Nie wiem...


Miś jest prezentem gwiazdkowym-super przytulny, mega cieplutki i śmieszny:))

sweter-miś:prezent;)) (Allegro)
  
że niby jak magister to tylko poważny??

niedziela, 10 stycznia 2010

Na poszukiwanie radości

Od powrotu z gór minął zaledwie tydzień,a czuję się jakbym była tam wieki temu....
Cały mój czas pochłania obecnie przygotowanie do sesji,ale żeby tego było mało to w ciągu minionego tygodnia wyczerpałam limit przykrych wydarzeń na cały rok (mam przynajmniej taką nadzieję). Szkoda,że niektórzy ludzie nie potrafią się zachować i ranią innych. Ale cóż...taki nasz "popieprzony na maxa świat" jak to powiedział znajomy. Poprawiając sobie humor założyłam wczoraj radosny sweter-prezent gwiazdkowy od mojego Mamucha:) Niby jest brązowy,ale kolorowe paski sprawiają,że bije od niego jakaś radość, a tego trzeba mi teraz dużo...

sweter:Orsay (jest długi,więc pewnie niedługo zobaczycie go w wersji sukienkowej;)



kolczyki made by me
(gwiazdki,które przypominają mi polukrowane pierniki,kupiłam na jarmarku dominikańskim)

czwartek, 24 grudnia 2009

Saint Nicolas,c'est aujourd'hui ta fete



a tak wygląda moja "choinka" (ozdoby z drzewka oliwnego kupione na Dominikańskim Jarmarku na Freta)

i żeby nie było, że brak wątka ciuchowego;) przedstawiam kolejny kolorowy fartuch, tym razem świąteczny:))

środa, 23 grudnia 2009

Nadrabiam zaległości

Wyjątkowo zestaw nie z dnia dzisiejszego, ale sprzed ponad tygodnia, czyli mój outfit obronny;) Koncepcji było kilka. Jak już zapadła decyzja, że mała czarna to było kilka pomysłów jakie dodatki (sukienka kupiona rok temu, ale miałam ją na sobie po raz pierwszy). W końcu wyszło tak i muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona z końcowego efektu - elegancko, ale nie szkolnie i dość swobodnie:)) A sama obrona była czystą przyjemnością w wesołej atmosferze (żałowałam, że trwała tylko pół godziny:))

sukienka:Tchibo // kwiatek: Rossman // kolczyki: Manufaktura Lemura


Jeśli myślicie, że tytuł to MAGISTRA coś zmienia, że jak go zdobędziecie to będzie czas radości i spokoju to się mylicie;)
Przynajmniej w moim przypadku tak nie było. Tzn. był czas radości, ale skrócony do minimum, czyli niecałych 24h (ale za to był bardzo radosny:)), o uczelni też nie dane mi zapomnieć, bo dalej studiuję (tylko, że na drugim kierunku), a w zamian za oczekiwany spokój miałam czas intensywnej nauki do zaliczenia semestralnego z mojego "ukochanego" przedmiotu-anatomii patologicznej (jakiś fajny ktoś ustalił je na dwa dni przed świętami).
Ale to wszystko już za mną i ...
Teraz mam czas na nadrabianie zaległości... Mogę myśleć o świętach, ubieraniu choinki, radować się zapachem choinki i piernika, nadrobić maleńki kawałek zaległości spotkaniowych i książkowych:))

wtorek, 15 grudnia 2009

Nigdy cię nie oddam

Może to strasznie głupie, że piszę to już w pierwszym zdaniu, ale szafiarska akcja schodzi dziś na dalszy plan, bo w samo południe się bronię tzn.,że jak dobrze pójdzie (a w sumie nie może pójść inaczej z takim wsparciem jakie mam:)) to od godziny 12 z minutami będę PANIĄ MAGISTER:)
Wracając do szafiarskiej akcji to przedstawiam wam moją małpią bluzę, której mam wrażenie, że naprawdę nigdy nie oddam. Jest dobra na chłodne zimowe dni i na letnie wieczory, kiedy po zachodzie słońca temperatura trochę spada. Idealnie się w niej spaceruje plażą w gwiaździstą noc i pije gorącą czekoladę, gdy za oknem pada śnieg. Mam w szafie jeszcze jedną rzecz, która jest mi szczególnie bliska. Moja granatowa torebka z motylkiem zrobiona na drutach przez mojego kochanego Mamucha:)) Niestety w całym przedobronnym zamieszaniu nie miałam czasu pstryknąć jej fotki, ale wkrótce nadrobię straty-obiecuję.
 

Podobieństwo widać na pierwszy rzut oka;p - już wiecie dlaczego uwielbiam tę bluzę;p

dop. Pomysł sentymentalnej akcji szafiarskiej należy do Aife
(na jej blogu znajdziecie fotki wszystkich uczestniczek akcji:))