piątek, 27 sierpnia 2010

Projekt bardzo dynamiczny (part 1)

Trzy słowa i "nic dodać nic ująć". Żadne inne nie oddadzą lepiej tego jak wyglądało moje życie przez ostatnie dwa miesiące. Najbardziej dynamiczne i chyba najpiękniejsze miesiące w moim życiu (chyba nawet bez chyba;). Najpiękniejsze zdecydowanie!! Spędzone w najpiękniejszym miejscu na Ziemi, MOIM miejscu.
Wszystko było spontaniczne, a właściwie to niektórych rzeczy wogóle nie było jak na przykład daty wyjazdu. Pomyślałam, że "jak się spakuję to pojadę". I momentalnie zamieniłam się w tornado, które przeszło po domu wrzucając do plecaka wszystko co wydaję się potrzebne, wręcz niezbędne do życia. A że termin powrotu był określony bardzo precyzyjnie na "za około dwa miesiące", więc "niezbędne do życia rzeczy" zajęły nie tylko plecak, ale i dwie torby (zupełnie jakbym jechała na Alaskę albo Saharę, gdzie nie ma sklepów). Załadowana jak wielbłąd ruszyłam w drogę nucąc pod nosem...

You can't stop me
I'm close enough to kiss the sky


A później działo się ŻYCIE... praca i odpoczynek, radość i smutek, słońce i deszcz, ból brzucha od śmiechu i spuchnięte powieki od płaczu, spokój ciszy i krzyk szaleństwa, samotność i  krąg kochanych ludzi - dni, choć niektóre do siebie podobne, to jednak każdy inny, nie do przewidzenia, nie do zaplanowania. Historia, która pisała się sama.

GÓRY IZERSKIE
 
CDN

sobota, 26 czerwca 2010

O pewnym kłamstwie, torcie i wielkiej niepodzince

Otóż moi Rodzice mają na początku lipca 30.rocznicę ślubu.
Z tej okazji postanowiłam dać im prezent specjalny;) Głowiąc się nad "cosiem wyjątkowym", wpadł mi do głowy pewien pomysł... Zebrałam najbliższych przyjaciół moich rodziców i wspólnie zrobiliśmy im przyjęcie niespodziankę:) Żeby nie przyjęli nas w dresach i papilotach, uprzedziłam wcześniej, że gdzieś ich zabieram i mają ładnie wyglądać. Zamurowało ich, gdy o umówionej godzinie zamiast mnie, w drzwiach zobaczyli "stado" ludzi z ciastami, szampanem i prezentami;) Prezentem ode mnie był (oprócz organizacji niespodziewajki) tort wykonany przez Yasmin. Oto on:
Rodzice (w realu i na torcie)

i nasze koty (ważny element całości)
A co do kłamstwa... Stoję pod blokiem, przyszedł sms. Oczywiście od Mamucha. Jakie ma założyć buty, bo w sumie jest mokro i to zależy czy daleko idziemy czy blisko. Odpisałam, że daleko;)
Przychodzi kolejny-gdzie jestem,bo oni już gotowi i czekają.
"Będę za niedługo, bo utknęłam w korku". No w końcu musiałam poczekać na resztę gości;)

ps.jakbyście nie zauważyli zmienił się wystrój bloga-w końcu jest lato i są wakacje, więc pomyślałam,że powinno być słoneczniej:)

wtorek, 1 czerwca 2010

Reportaż jarmarkowy

Obiecałam i słowa dotrzymuję:)
W niedzielę 30 maja odbył się XI Jarmark św. Dominika zorganizowany przez Dominikanów na warszawskim Służewie. Działo się dużo i jak na jarmark przystało było bardzo wesoło i kolorowo:)
Była loteria fantowa...
... i był czas dla duszy, czyli rozmowy poważne i mniej poważne....
... i był czas dla ciała, czyli wielki wybór ciast, ciasteczek i innych smakołyków ;)
Okazało się, że bycie dzieckiem to jednak niekończąca się przygoda :) (naprawdę nie rozumiem dlaczego jako dziecko nie lubiłam waty cukrowej?!?!)

Murzyńskie rytmy przeniosły nas do afrykańskiego Czadu...
..., ale prawdziwego CZADU dał Wodzu ;)
Bracia nowicjusze nie byli dużo gorsi...
ZAPRASZAMY ZA ROK :)

poniedziałek, 31 maja 2010

Biało-czarno

Wczoraj (w ramach uczenia się do sesji) spędziłam radosne popołudnie na Jarmarku św. Dominika na Służewie
(reportaż jarmarkowy wkrótce!!).
Ubiór inspirowany muzyką żydowską, bo w sumie to ja miałam tylko porobić trochę fotek i być na koncercie krakowskiego Max Klezmer Band (który ostatecznie się nie odbył, a zamiast niego była wielka burza i ulewa:/), a nie spędzić tam pół dnia... No ale... :)
spódnica: SH // bluzka: Columbia // buty: Ambra
kolczyki: prezent imieninowy od Mamucha
foto: Asia Z., Sławek :)

czwartek, 27 maja 2010

To co tygryski lubią najbardziej

Obiecałam, że pochwalę się prezentami i słowa dotrzymuję. 
Niestety przez zupełny brak czas post jest zwięzły, krótki i na temat. 
W każdym po raz kolejny doszłam do wniosku,że moi znajomi znają mnie bardzo dobrze 
i doskonale wiedzą z jakiego prezentu będę cieszyć się najbardziej:)
DZIĘKUJĘ JESZCZE RAZ:)
kolczyki (nie dosyć,że kolczyki to jeszcze koty-pełnia szczęścia:)
a na dodatek kot w butelce...yyy...wino z kota... tzn. wino w kocie;)

dop. wieczorem dostałam kolejne imieninowe prezenty - kolczyki:D

niedziela, 23 maja 2010

Niedzielne leniuchowanie

Właśnie tak. Moim dzisiejszym zajęciem dnia było nic-nie-robienie.
Po dłuuuugiej nocy świętowania moich imienin (dostałam piękne kolczyki-wkrótce się pochwalę:) poranek był, nazwijmy to, trudny. Przekonywanie siebie, że mam ochotę zostawić moje sny o Wielkich Oczach (może kiedyś napiszę trochę konkretów o nich, o ile będzie o czym pisać) w łóżku, a sama wysunąć się spod koca,  trwało dobre pół godziny. I pewnie trwałoby znacznie dłużej, gdyby nie słońce. Chwyciło się promieniami okiennej ramy i jak natrętny sąsiad zaczęło podglądać co robię, a gdy odsłoniłam zasłonę wdarło się do pokoju i rozsiadło wygodnie w fotelu jakby było u siebie. 
Ono to ma siłę przekonywania!! Nie dosyć, że pozostawiłam wygodne łóżeczko, to jeszcze później zamiast robić to-co-jest-do-zrobienia zajęłam się czym?? NIC-NIE-ROBIENIEM :)

bluzka: Vero Moda // spódnica: sh // buty: CCC
 torba: sklepik na krakowskim Kazimierzu

piątek, 21 maja 2010

Słonecznie

Hurra!! nareszcie jest słonecznie i ciepło:)
Wraca chęć do życia:) Czego nie można powiedzieć o chęci do robienia czegokolwiek ;p
Słońce zdecydowanie rozleniwia i wprowadza w błogostan. Kocham je za to i nie mam nic przeciw  temu, mimo, że pracy mam mnóstwo... 
Pozwalam rozpłynąć się w promieniach i zapomnieć w ciepłej ciszy....
spódnica: sh // bluzka: Atmosphere // buty: CCC

kolczyki długie: prezent ;)
kolczyk niebieski: Body Art (nareszcie ucho się wygoiło i mogę się pochwalić nowym nabytkiem :D)